Kamienny Krzyż [The Stone Cross]

Zdjęcie-0217

W pewnym lesie, po którym bardzo lubię spacerować, jest stary, kamienny stół – złożony z kilku fragmentów obelisku. Pewnego razu znalazłem na nim krzyż, również z kamienia, zapewne przyniesiony z cmentarza. Ogromnie się zdziwiłem, ponieważ sądziłem, że niewiele osób zna ten fragment rezerwatu. Pomyślałem: może ktoś uznał stół za grób i postanowił  w ten sposób uczcić pamięć nieznanego mu zmarłego. Przemknęło mi przez myśl, że to mogli zrobić sataniści, przygotowując się do swoich rytuałów. Zarówno jedno, jak i drugie wyjaśnienie nie wydało mi się jednak przekonujące. Jest raczej mało prawdopodobne, żeby ktoś znalazł to miejsce, jeszcze mniej prawdopodobne jest, aby ktoś wpadł na pomysł przyniesienia do lasu ciężkiego, co najmniej dwukilogramowego krzyża i położenia go na płycie przypominającej nagrobek, a już prawie niemożliwe jest, żeby oba fakty powiązać z jedną osobą lub z tą samą grupą osób. Teoretycznie. Przecież coś niewiarygodnego niedawno tutaj się wydarzyło, dowód właśnie miałem przed sobą.

Gdy następnego wieczoru ponownie wybrałem się na spacer do lasu i przyszedłem na polanę, ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że krzyż zniknął, natomiast przy kamiennym stole stał chłopiec, może jedenasto- lub dwunastoletni. Szczupły, zwyczajnie ubrany, w dżinsach, trampkach i kolorowej koszuli z krótkim rękawem. Stał bez ruchu i wpatrywał się w płytę. Poczułem się nieswojo. Jego obecność przy stole zdawała się dość absurdalna, paradoksalnie właśnie dlatego, że w tym dziecku nie było niczego nadzwyczajnego. Chyba mniej bym się zaniepokoił, gdybym spotkał tutaj dorosłego człowieka. Gdy chłopiec odwrócił się i popatrzył na mnie uważnie ciemnymi, prawie czarnymi oczami, poczułem dreszcz przechodzący przez całe ciało.  

– Już go nie ma – powiedział nieznajomy po dłuższej chwili milczenia.

– Czego nie ma? – zapytałem, chociaż domyślałem się odpowiedzi.

– Krzyża. 

– Wiesz skąd się wziął?

– Tak, ale to nie jest ważne.

– Kim jesteś? – spytałem, coraz bardziej zaniepokojony tym spotkaniem.

– Twoim rozmówcą – odpowiedziało ze spokojem dziecko. – Czy uważasz, że ten stół jest realny? 

– Nie jest całkowicie nierealny, skoro go widzę, mogę nawet na nim usiąść.

Chłopiec uśmiechnął się lekko. Moja odpowiedź chyba mu się spodobała.

– A krzyż? 

– Także nie był w pełni nierealny, przecież widziałem go wczoraj, podniosłem, obejrzałem i po chwili odłożyłem z powrotem.

– Skoro nie nazwałeś go całkowicie realnym, zatem rozumiesz, że jego losy nie powinny stanowić dla ciebie problemu… A ty jesteś realny? – spytało dziecko, wpatrując się we mnie.

Byłem coraz bardziej zadziwiony intelektualną dojrzałością tajemniczego młodego człowieka. Zastanawiałem się, do czego on zmierza.

– Jestem bardziej realny niż wszystko to, co mnie otacza – wyjaśniłem. 

– Mówisz tak dlatego, że widzisz samego siebie częściej niż cokolwiek innego?

– Wiem to. Widzę moje ciało, ale samego siebie nie mogę precież dostrzec, chociaż jestem stale obecny dla siebie.  Kiedyś zrozumiałem, że cały świat jest tylko iluzją, zaledwie jednym z moich snów. Jestem postrzegającym, a nie postrzeganym; nie mam rodziców, nie mam imienia. 

Chłopiec przez chwilę zastanawiał się nad moimi słowami.

– To jest grób – odrzekł spokojnie.

– Czyj? – spytałem zdumiony.

– Twój. Umarłeś dla tego świata. Dla innych osób ten fakt pozostanie jednak bez większego znaczenia, więc nie ma potrzeby, aby ktokolwiek zobaczył tutaj krzyż. 

Po czym chłopiec dodał bez cienia emocji:

– To również jest mój grób.